8/11/2017

Co dzieje się w nocy w naszej sypialni?

Co dzieje się w nocy w naszej sypialni?
Zanim zostaliśmy rodzicami postanowiliśmy, że JJ szybko wyfrunie z naszej sypialni do swojego pokoju. Kiedy miał trochę ponad miesiąc zażartowałam sobie, że M. będzie tym słabszym rodzicem i przez kilka lat będziemy spać z Bubu w pokoju. To naprawdę miał być żart. Tymczasem M. potraktował to jak wyzwanie - Że jak, że ja nie dam rady?? No i od tego dnia Kuba spał sam w pokoju, a chwilę później zaczął przesypiać całe noce. To był wspaniały moment, uwarunkowany pewnie częściowo Jego charakterem, ale wierzę również, że to zasługa naszej konsekwencji - po każdej nocnej pobudce i karmieniu odkładaliśmy go do łóżeczka. Wszystko zepsuło się dzień przed Chrzcinami, kiedy nasza kochana kuzynka (nie ma tu ironii), Doktor Ola, będąca rewelacyjnym pediatrą (polecam jeśli czyta mnie ktoś z Będzina lub okolic) zaproponowała nam żeby w nocy dokarmiać jeszcze naszego Bubufinka (mimo całego szacunku do rad Dr Oli do dziś żałuję, że posłuchałam). No i się zaczęło. Od następnego dnia po pierwszym nocnym karmieniu ( a było to w czwartym miesiącu życia) Kubulotek zaczął budzić się co noc. Najpierw raz, po jakimś czasie dwa razy. Szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego, czyli do tych dwóch miesięcy przespanych nocy, dlatego to był dla nas horror. I właśnie ten horror zapoczątkował nocne dramaty rozgrywające się w naszej sypialni, a czasem wychodzące poza jej granice. 

Na szczęście dramaty po świcie przeradzają się w niezłą komedię, myślę, że i Wy się ubawicie. 
Występuje pewna powtarzalność tj. mamy jeden spokojny tydzień i jeden z dramatami. Najprawdopodobniej ma to związek z tym, że M. pracuje na dwie zmiany i mamy między sobą układ, że on wstaje do DżejDżeja, kiedy idzie na 12, a ja, kiedy pracę zaczyna o 6.

Tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Dziecko płacze.
A: To nie nasze.
M: To nasze. Kuba płacze, no idź do niego.
A: To nie Kuba. Kuba śpi między nami. 
M: No idź po niego.
A: Ale on tu śpi.
W tym momencie M. kapituluje, ja śpię dalej i rano niczego nie pamiętam.

Kolejny tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Kuba płacze, idź do niego.
A nie reaguje.
M: Kuba płacze, wstawaj.
A nadal nie reaguje, wstaje po kilku prośbach (błaganiach, jękach i kopach) i wychodzi z sypialni. Kuba nie przestaje płakać, Słychać, że A jest w kuchni. Po kilku minutach wraca do sypialni, stawia szklankę wody na szafce nocnej, wskakuje do łóżka, opatula się kołdrą i przytula się do M.
M: Co Ty robisz?
A: No przytulam się.

Podobnych sytuacji były dziesiątki, na szczęście to już przeszłość. I dobrze, bo moglibyśmy się rozwieść którejś nocy podczas kłótni, której i tak bym nie pamiętała.

Zapraszam Was na scenę główną naszych, już byłych, dramatów.



Kiedy się wprowadziliśmy ściana za łóżkiem miała kolor zachodzącego słońca Toskanii, czyli wściekłej pomarańczy. Cegła przy oknie była czerwono czarna, a ściana z galerią zdjęć miała kolor okleiny bukowej.

Malując ściany na biało polecieliśmy po całości zmieniając nie tylko kolor ścian, ale też cegły i ściany z okleiny będącej tyłem szafy. Nim się obejrzałam M. lekko pobielił nasze łóżko, wcześniej w kolorze surowego drewna. Przez długi czas w sypialni nie mieliśmy nic więcej. Potem doszła komoda, stara, paskudna, okleinowa. Przerobiliśmy ją po swojemu. Za chwilę zobaczycie jak. Po około roku dokupiliśmy stoliki nocne i dopasowaliśmy do komody. Sypialnia wyglądała mniej więcej tak:


Było jasno, nawet bardzo, bo okno zajmuje prawie całą ścianę. Niby ok, ale ciągle czegoś brakowało. Nie spieszyłam się ze zmianami, czekałam na właściwą inspirację. Aż tu któregoś dnia M. zakomunikował: malujemy ścianę na granatowo. I wiecie, że nie chciałam się zgodzić? Jednak stwierdziłam w końcu, że gdzieś muszę pójść na kompromis skoro M. zgadza się na wszystkie pozostałe moje pomysły. Następnego dnia kupiłam farbę (wybraną przez M.), a on od razu zabrał się za malowanie. Następnego dnia obudziłam się w nowej sypialni.




 To był strzał w dziesiątkę. Pomieszczenie nadal jest bardzo jasne, ale w końcu ma charakter. Na ten sam niebieski kolor pomalowałam zakupione kilka tygodni wcześniej ramki. Długo zastanawiałam się nad układem, w jakim mają wisieć. Ramki wyglądałyby pewnie lepiej, gdyby były trochę bliżej siebie. W te przerwy planuję wcisnąć jeszcze kilka innych, aktualnie rozlądam się za okrągłymi i małymi kwadratowymi.
Na tym zdjęciu możecie również zauważyć, że zmodyfikowaliśmy lustro. Ponieważ jest przyklejone do ściany postanowiliśmy nie ryzykować siedmioma latami nieszczęścia i nie próbowaliśmy go odkleić. Drażniło mnie trochę i postanowiliśmy zrobić to samo co w kuchni z czarną tablicą (widoczne w tym poście) - dodaliśmy listwę sufitową. W kuchni mamy styropianową, do sypialni kupiliśmy listwę z jakiegoś twardszego tworzywa sztucznego. Okropnie się ją docinało, ale wygląda lepiej.




Plakaty, które widzicie na zdjęciach to prezent od naszej przyjaciółki Ani - najlepszej na świecie architekt krajobrazu, która po godzinach jest rewelacyjną graficzką. Liczę na kolejne dwa plakaty - jeden dla Kuby i drugi dla Jego brata ;)



Na stoliku nocnym stoi lampa z kloszem, który sama zrobiłam <-- tutaj napisałam jak. Ozdobiony prostym sercem z koralików, które sami zrobicie w kilka minut.


Druga strona pokoju nadal świeci pustką. Gdybyśmy mieli projektor to miejsce nadawałoby się idealnie na ekran. Ale nie mamy. Posiadamy przestrzeń do zagospodarowania. Na razie stoi tu komoda, którą dostałam "w spadku" od babci. Nie jest wiekowa, ma raptem 10 lat, była w kolorze bukowej okleiny. Przemalowaliśmy ją na biało, a szuflady potraktowaliśmy okleiną. M. potrafi zrobić czary mary ze sznurka, dlatego stworzył (i nawet nauczył mnie) uchwyty do komody. Uściślając - do czterech szuflad komody, na piątą nie starczyło sznurka. Na szczęście już nie chodzę na fitness, więc nie używam tej szuflady. Gdzieś w głowie mam myśl, żeby wymienić jej nóżki na wyższe, może lekko zakrzywione. Mam też drugą myśl, że nie będzie stała tu już zbyt długo. Za chwilę obok niej pojawi się kołyska, komoda za mała na rzeczy nasze i Młodszego Brata, dlatego myślę o czymś większym, co stanie tu na lat kilkanaście. Co polecacie?








W planie mamy kolejne zmiany, o których na pewno napiszę przed narodzinami Młodszego Brata.

Jak Wam się podoba? 
Co zrobilibyście z pustą ścianą i przestrzenią naprzeciwko łóżka? 
No i czy jest jeszcze choć jedna matka, która w pewnym momencie przestała w nocy słyszeć płacz swojego dziecka? :)

Jeśli post Wam się podobał to zostawcie proszę kilka słów lub udostępnijcie go na facebooku, abym wiedziała, że nie piszę tylko dla siebie. Gdyby tak miało być pisałabym pamiętnik.

Uściski,
A.

8/03/2017

Jak zatrzymać wakacje? Album wspomnień.

Jak zatrzymać wakacje? Album wspomnień.
Jak przechowujecie wspomnienia i pamiątki z wakacji lub ważnych wydarzeń z Waszego życia? Gromadzicie skrzętnie w czeluściach twardego dysku lub na dysku zewnętrznym? Wspomnienia macie zakopane głęboko w umyśle i raz na jakiś czas odtwarzacie przy okazji winka z przyjaciółmi lub romantycznego wieczoru z mężem? Mam tak samo, w jednym i drugim przypadku. Ale oprócz tego mam wywołane stosy zdjęć, miliony biletów wstępu, ulotek, pamiątek i spisane wspomnienia.

Kiedyś tworzyłam chronologiczne opowieści w albumach z kieszeniami na zdjęcia. Jednak co któreś zdjęcie wkładałam bilet z kina, ulotkę, bilet z muzeum lub kolorową kartkę, gdzie w kilku zdaniach streszczałam wydarzenia danego dnia, zabawne sytuacje lub jakieś istotne fakty.

Zbierając wspomnienia ze ślubu ta forma przestała mi odpowiadać. Chciałam zachować na pamiątkę nie tylko zdjęcia i słowa pozostawione przez gości podczas wesela na specjalnych kartkach, ale też wszystkie kartki ślubne. Tak powstał album grubości dwóch encyklopedii, a w nim tona makulatury i najwspanialszych na świecie życzeń.


Potem wyjechaliśmy w podróż poślubną na Kretę i choć minęły od niej prawie cztery lata do dziś nie wpisałam do albumu kilku rzeczy, które chcę tam wpisać. Mam też milion kolejnych, wywołanych zdjęć i kilka albumów do stworzenia, co zajmie mi kilkanaście wieczorów. 



Jednak dziś chciałam się z Wami podzielić koncepcją, która pozwala na zebranie w jednym miejscu wszystkich płaskich pamiątek, coby się nie kurzyły w tonie pudełek.


Jak widzicie powyżej - jestem zbieraczem. Serwetka z piekarni, w której kupowaliśmy kanapki na śniadanie. Wizytówki z knajpek, w których zjedliśmy najsmaczniejsze posiłki, mapy i mapki, a nawet paragony - zostawiłam kilka greckich, bo pisane cyrylicą są kolejnym wspomnieniem z podróży. Mam też ulotki z informacji turystycznych i z wszystkich odwiedzonych przez nas miejsc. Bilety wstępu, lotnicze. To wszystko zbiera się na całokształt naszej podróży. Zakopane w pudełku mają tą samą wartość (czyli żadną ;)) jednak uporządkowane w albumie razem ze zdjęciami na pewno będą przypominały o najciekawszych faktach z wakacji.

Jak zrobić album pamiątkowy z wakacji?

 Jak zrobić album wspomnień?

Kup album (lub bazę jeśli jesteś bardzo ambitna i chcesz wyklejać sama każdą stronę innym papierem). Ja kupiłam album z 50 kartkami w promocyjnej cenie podczas wakacji w Kotlinie Kłodzkiej. Wzór na okładce mi nie odpowiada, przemaluję album farbą (zwykłą akrylową z budowlanego, zrobiłam tak kilka lat temu, do dziś się trzyma) i delikatnie ozdobię stosownym napisem. 

Grubość albumu dostosuj do ilości zdjęć. Ostatnio kupiłam przez Internet kolejny album, który miał 50 stron, a nie 50 kartek. Mój błąd. Niestety nie zmieszczę w nim zdjęć z wakacji, ale będzie w sam raz jako kronika naszych geocachingowych poszukiwań

Przed Tobą nudny etap - rozplanuj wszystko (lub idź na żywioł). Policz ilość wywołanych zdjęć i przelicz ile powinno ich być na stronie. Ułóż chronologicznie. Ja rozrysowałam strony albumu na brudno (kratki poniżej) i na każdej wpisałam numery zdjęć oraz dopasowałam chronologicznie pamiątki - ulotki, bilety itd., aby wszystko się zmieściło. 

Jak zrobić pamiątkowy album?

Jak zatrzymać wspomnienia?

Wklejaj różnie, prosto i krzywo, w kolumnie, po skosie. Nie pozwól, by cały album wyglądał tak samo. Dodawaj opisy, nie przejmuj się, że będzie krzywo lub, że masz brzydki charakter pisma. Rozczytujesz siebie? I o to chodzi! Pamiętaj, że tworzysz pamiątkę dla siebie, nie dla innych. 

Jak zatrzymać wakacje?

Wyżyj się artystycznie! Masz ochotę przerysować kawałek mapy i zaznaczyć skąd dokąd przeszliście?! Zrób to. Trzymaj się na stronie jednej kolorystyki tak jak zrobiłam to ja, a stworzysz spójną całość. Lub... poszalej z kolorami, zrób z albumu jednorożca wymiotującego tęczą (coś ze mną nie tak, bo to ostatnio moje najczęstsze porównanie). Użyj do ozdoby kolorowego papieru i taśm washi. Niech album przypomina Ci o wakacjach, a nie o szkolnej kronice.

Album z wakacji.

Album fotograficzny.

Kreta

Stabilo

album

Stwórz album wspomnień, album z pamiątkami. Przeglądając go za 20 lat ucieszysz się z nazw miejscowości, z dat i krótkich faktów o miejscach ze zdjęć. Będziesz się śmiać czytając anegdoty z podróży, a niejednokrotnie się wzruszysz. Przypomnisz sobie o tej babci, co Ci dała na rynku pomidora i o kotach, które siedziały przy Twoim stoliku w restauracji. O tej burzy, która Cię złapała i o szerszeniach, których obecność zataił przed Tobą mąż, bo bał się, że wpadniesz w panikę. Uśmiechniesz się na myśl o wypiciu piwa na tylnim siedzeniu Clio podczas jazdy niemiecką autostradą, bo już wiesz, że bywają długie odcinki bez toalet. Zapisz te wszystkie pierdoły, żeby pośmiać się z nich teraz, przy tworzeniu albumu, za rok, pięć i kilkadziesiąt lat.

album

album z wakacji


To jak? Przekonałam Was? Tworzenie albumu to idealne zajęcie na jesienny (lub deszczowy) wieczór do oglądania filmu. Przecież jesteście kobietami i macie podzielność uwagi! Możecie wklejać, ozdabiać, oglądać, a w międzyczasie mieszać rosół w kuchni.

A może macie jakieś ciekawsze pomysły na zbieranie pamiątek i wspomnień? Może przyczepiacie magnesy na lodówce (tak jak my)? 

Jeśli spodobał się Wam ten post (lub nie spodobał) to zostawcie ślad w komentarzu, udostępnijcie na facebooku lub puśćcie go w świat w jakikolwiek inny sposób. Wiem, że wdzięczność to naciągana waluta, ale naprawdę będę Wam wdzięczna :) 

Jakbyście za mną tęsknili to jestem na Instagramie  i na Facebooku.

Udanego sierpnia!
A.


7/27/2017

Jak szybko zrobić pasujące do pomieszczenia dodatki? DIY.

Jak szybko zrobić pasujące do pomieszczenia dodatki? DIY.
Jestem straszną kuchenną gadżeciarą. Dobrze, że mam węża w kieszeni, bo inaczej przehulałabym pół wypłaty! Większość zakupów jest u mnie przemyślana albo kupuję rzeczy, które "chodzą" za mną od bardzo długiego czasu.

Staram się też dopasować rzeczy, które już mam lub wpadają mi w ręce. Tak było z puszkami.
Myślę, że w przynajmniej 90% kuchni stoi choć jedna puszkę z logo znanej marki kawy, herbaty lub po mleku dla dziecka. U nas najwięcej jest puszek herbaty, ale każda z innej parafii. Stały schowane w szafie, a przez to były też rzadko używane.

Zmieniłam to w dosłownie 5 minut (nie licząc czasu oczekiwania na przesyłkę ;)). Kupiłam w Internecie kolorowe papiery samoprzylepne dopasowane do kolorystyki naszego mieszkania. Wybór papierów jest ogromny! Każdy znajdzie coś dla siebie. Te, które ja kupiłam kosztowały mniej niż 6zł za metr okleiny. Wybrałam sporo wzorów, bo w planie miałam oklejenie starego biurka, które w nowej odsłonie króluje w naszym domowym biurze.

Jak ozdobić puszkę po kawie?

biurko DIY
KLIK: post o tym jak urządziliśmy domowe biuro

Jak ozdobić puszkę po kawie? (lub jakikolwiek inny przedmiot)

Dociąć kawałek folii odrobinę za długi na wysokość i minimalnie dłuższy w obwodzie.
Przyklejamy folię kawałek po kawałku, wygładzając szmatką, aby uniknąć bąbli powietrza.
Odcinamy nadmiar folii przy użyciu ostrego nożyka segmentowego.

Układamy puszki w widocznym miejscu i cieszymy się, że puszki pasują do wystroju naszego wnętrza. Istnieje też ryzyko, że przejdziecie po całym mieszkaniu w poszukiwaniu przedmiotów, które można obkleić. Ja nie poprzestałam na puszkach w kuchni. Zabrałam się za komodę i szafki nocne w sypialni oraz za segregatory na dokumenty w biurze.




Jak ozdobić metalową puszkę?



ładne segregatory na dokument

diy

Ale okleina to nie jedyna metoda! Super pomysłem jest farba tablicowa, w tej chwili dostępna już we wszystkich odcieniach tęczy. Za jej pomocą również odmienicie wygląd starego przedmiotu. My farby tablicowej używaliśmy dotychczas tylko do formy XXL (KLIK - ściana w kuchni), ale myślę o przemalowaniu puszek po mleku modyfikowanym - mają za dużo rowków żebym mogła je ładnie okleić, a będą wygodne do przechowywania wielu rzeczy, może nawet drobnych zabawek w pokoju Kuby.

Jeżeli chcecie poczytać więcej, niekoniecznie o okleinie i puszkach, to w ostatnim poście pisałam o niespodziance, jaką zrobiłam M. z okazji urodzin, a tydzień wcześniej o skutecznej metodzie na poprawę humoru.

Uściski,

A.



7/21/2017

Jak zrobić niespodziankę urodzinową?

Jak zrobić niespodziankę urodzinową?
Tak już niestety jest, że urodziny obchodzimy raz w roku. Dla mnie to zdecydowanie za mało, mogłabym świętować raz w miesiącu. Z całą otoczką, czyli szykuję tonę pysznego jedzenia, piekę przynajmniej dwa ciasta, witam Was (oczywiście) w fartuchu bo jak zawsze źle rozplanowałam szykowanie. Wy wpadacie z prezentem, siedzicie baaardzo długo, śmiejemy się, gramy, chcecie wyjść, ja protesuję, bo przecież jeszcze dwie planszówki, Wy zostajecie na jedną, która przeciąga się do 4 nad ranem, wtedy wychodzicie. I tak co miesiąc.

Na szczęście kiedyś ktoś mądry powiedział, że mnóstwo radości można mieć z dawania i tym żyję od połowy listopada do końca października (dwa tygodnie listopada świętuję swoje urodziny, serio - już od kilku lat robię trzy imprezy urodzinowe). Tak samo jak kocham swoje urodziny uwielbiam wymyślać niespodzianki dla innych. Bo można zaskoczyć nie tylko prezentem, ale również formą wręczenia.

17 grudnia część z Was śledziła na Instagramie zmagania mojego męża w poszukiwaniu prezentu. Wieczór wcześniej na piwie z kolegami dostał kopertę (przygotowaną przeze mnie) ze wskazówką. Ta prowadziła do kolejnej i kolejnej... Chcecie stworzyć podobną grę dla swojej drugiej połówki, przyjaciółki, brata, siostry, mamy, taty, sąsiada? Oto kilka wskazówek, a poniżej droga M. do prezentu.

1. Nie wybierajcie miejsc zbyt oczywistych. Nigdy nie wiecie czy w trakcie poszukiwań prezentu obdarowana przez Was osoba nie zechce zmienić skarpetek, otworzyć pudełka przy łóżku czy też zajrzeć do szuflady ze sztućcami. U mnie wszystkie miejsca były tak dobrane, że miałam stuprocentową pewność, że M tam nie zajrzy:
- dekoracja domek dla ptaków,
- przestrzeń pod zmywarką,
- świecznik latarnia,
- skrzynka z moimi gazetami,
- wnętrze książki Dana Browna,
- szkatułka ze świeczkami,
- mój pamiętnik z podstawówki,
- walizka po sztućcach,
- torba do wózka, która razem z Kubą wyjechała do dziadków.

Takich miejsc jest mnóstwo. Nie spodziewałabym się, że facet będzie grzebał na Waszej półce z ubraniami, w kieszeni Waszego zimowego płaszcza, w torebce, kosmetyczce. Wskazówki mogą być w jeszcze mniejszych przedmiotach - w pomadce, nakrętce od lakieru do włosów i pudełku z tamponami itd. Łazienka to miejsce z milionem sekretnych schowków. Pomyślcie o wiszących na ścianie ramkach, imbryku kurzącym się na półce lub puszcze z kawą zbożową (chyba, że osoba, dla której planujecie zrobić niespodziankę pije takową).

2. Urozmaićcie poszukiwania poprzez rymowane wierszyki, grę w skojarzenia, proste szyfry, hasła, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie.
Ja wykorzystałam szyfr ROT13, który jest stosowany w geocachingu - popularnej, ogólnoświatowej zabawie polegającej na odnajdywaniiu skrytek rozsianych po całym świecie. Byłam pewna, że M. od razu wpadnie na szyfr, szczególnie, że jest on bardzo łatwy. M nie wpadł na to zbyt szybko i wygooglał chyba wszystkie inne szyfry świata. Pomagali mu w tym nasi znajomi, z których dwójka też chodzi z nami szukać geocachingowych skrzynek. Niestety żadne nie wykazało się błyskawiczną reakcją (tak, wiem, że to czytacie).

3. Zaangażujcie innych ludzi - Panią ze sklepu, znajomych. Może do kogoś będzie musiał/ musiała zadzwonić? Poczekać na maila. Iść po kilogram cukru, do którego Pani Sklepowa dołączy wskazówkę. Wyjdźcie poza domem (ten patent też już przerabiałam - kuzyna zmusiliśmy do biegania po parku miejskim w poszukiwaniu wskazówek wiodących do prezentu). Ogranicza Was tylko wyobraźnia.

A tak było u nas:

1. Wskazówka otrzymana od kolegów podczas urodzinowego wypadu na piwo.


M. myślał, że przyślę SMS-a, kiedy będzie mógł otworzyć kopertę. Kiedy wrócił do domu spałam, a On zapomniał o kopercie. Przypomniałam mu się w sobotę po śniadaniu. Nie wiedział gdzie był, więc przejrzał nasze albumy ze zdjęciami. Rozwiązanie: Zakopane. I tu kolejny problem - co mamy z Zakopanego. Szybko wpadł na to, że magnes, ale stojąc przed lodówką nie widział go, dlatego przeszedł osiem razy po całym mieszkaniu, bo może gdzieś coś stoi. W końcu znalazł czarną owcę wśród magnesów ;)


2. A pod magnesem kartka z napisem "Przyjechałam do Was z Żarowa". Google podpowiedziało, że w Żarowie jest fabryka Electroluxa. Na co M. stwierdził: "Bez sensu, znów lodówka". Trochę pokopał, nic nie znalazł. Kombinuje, żyłka pracuje, widzę, że myśli. Odzywa się: "nie mamy nic więcej", no to się zlitowałam - zmywarka. "Aaa, faktycznie". Zagląda do środka, zagląda pod spód, jest kolejna wskazówka.
Zmywarka była jedynym miejscem, które M. prawie odkrył. Przy pakowaniu zmywarki po śniadaniu pojemnik przyklejony do drzwiczek lekko ją zablokował. M. chciał już chwycić zestaw naprawczy, ale argument, że zrobi to w poniedziałek, bo dziś mamy imprezę, zadziałał.


3. "Chciałabym zobaczyć Florencję. Wiesz od kiedy? 69/94 184/592 [1***]"
I tu zdębiał. Nie wiedział, że chciałabym. Nie wiedział od kiedy. W końcu stwierdził, że musiałam jakiś film oglądać albo książkę czytać. Google mu powiedziały, że Inferno. W ten sposób obszedł wskazówkę z cyframi. 69/94 oznaczało 69 książkę z 94 na półce. 184/594 oznaczało numer strony. M. poszedł na łatwiznę, ściągnął książkę, przewertował, a stamtąd wypadła kolejna kartka


4. Na niej krótkie, lecz tajemnicze hasło - ANNAGNYV. Pół dnia (dosłownie) kombinował, googlał, liczył, pisał. Nic. To wszystko przerywane przez mój głos dobiegający z kuchni: "Za X godzin mamy gości, pomóż mi / zrób / przynieś / wynieś .... ". Przyszli goście, główkowali razem. Aż w końcu zderzyły się TE dwie szare komórki. Geocaching! No jasne! Szyfr ROT13 (o czym pisałam już wyżej). Rozszyfrowanie i jest NAANTALI. I dalej cisza. Po raz n-ty google - Muminki. M. nie ma tak rozbudowanej wyobraźni i chyba mnie nie słucha, bo przecież przeżywałam rok wcześniej (lub dwa lata), że wygrałam lampion wyglądający jak domek Muminków.


5. W lampionie leżała kartka z wierszem.
Zima długa i surowa naszym ptaszkom ziarno chowa.
Ptaszki głodne przyfruwają i w okienko zaglądają.
Nakarm ptaki mój kolego, a tym sprawisz coś dobrego.
Pełny brzuszek to uczyni, że się ptak nie boi zimy.
[J.Zasuwik]
Po raz kolejny przeceniłam swojego męża ;) Na przedpokoju stoi dekoracyjny domek dla ptaków. Ma jedną funkcję - jest wieszakiem na obrączkę M. Nasi przyjaciele, Magda i Karol, obecni na urodzinach wpadli na rozwiązanie zagadki - domek jest prezentem od nich.

6. "Wiesz, że pisałam pamiętnik? Szok, że już wtedy ją uwielbiałam i wkleiłam zdjęcie."
M. nie pisał pamiętnika, więc podpowiedź: "jest tam, gdzie dziewczyna trzyma pamiętnik" nie skierowała go do mojej szafki nocnej. Przyjaciele po raz kolejni zostali kołem ratunkowym. Plus dla Maćka, że od razu wiedział, że chodzi o Jennifer Aniston, czyli Rachel z Przyjaciół.


7.  Przy Rachel kartka "08.03." Jestem wielką fanką Przyjaciół, wielką. Zmuszam Maćka do oglądania niektórych fragmentów i wiedziałam, że jeśli tylko wpadnie na to, że chodzi o odcinek i zobaczy jaki był jego motyw przewodni to dalej pójdzie mu jak po maśle. I poszło. To odcinek, w którym Rachel mówi Rossowi, że jest w ciąży, a on przeżywa nieskuteczność prezerwatywy. W ten sposób pokierowałam Maćka do Jego szafki nocnej.


8. "Tam, gdzie jesień zamknięta." Na komodzie w tym czasie stała szklarnia z dyniami, liśćmi i innymi symbolami jesieni. Maciek wydobył kolejną kartkę.


9. "Przejeżdżając obok Delkomu sprawdź dla mnie końcówkę numeru Basi. 501 534 XXX"
Google Maps okazało się niezastąpione. Numer do Baśki spisany, otworzył kłódkę na skrzynce stojącej przy szklarni.

10."Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy: Zjedz czekoladkę, dzień dziś grudniowy." To była banalna wskazówka. Na ścianie wisiał kalendarz adwentowy, który zrobiliśmy razem z M. Wybrał odpowiednią gwiazdkę, zjadł czekoladkę i rozwinął kolejną wskazówkę.


11. "Na ostatni szyfr przyszła pora. Znajdź tą, co trzynastego była chora. Normalnie najlepsza, wręcz wspaniała, tej feralnej niedzieli leżała i zdychała.Poproś ją o trzy z Jej indywidualnego, co chronią dostępu do konta bankowego."

12. Mowa oczywiście o mnie (najlepsza, wspaniała!), ale koło ratunkowe Telefon do przyjaciela po raz piąty okazało się pomocne. M. dostał ode mnie wskazówkę z numerem i hasłem "Szukaj Alzacji". To były najkrótsze poszukiwania. W naszym salonie stoją trzy drewniane skrzynki po winie z Alzacji.


13. W środku plastikowy słoik zamknięty na kłódkę. Szyfr już znany, dlatego w ręce M trafiła przedostatnia kartka: "Ostatnia zagadka z Kubusiem przyjedzie, dostaniesz ją pewnie w niedzielę po obiedzie". Prezent był ode mnie i rodziców, dlatego chciałam o jeden dzień wydłużyć poszukiwania. M. (potajemnie) zadzwonił do mojego brata żeby przeszperał torbę Kuby i podał mu treść ostatniej zagadki. 


14. Niestety nie posiadam tej ostatniej kartki i nie jestem w stanie jej odtworzyć. Maciek musiał znaleźć i otworzyć walizkę od sztućców, które dostaliśmy w prezencie ślubnym. Opróżniona walizka zbiera kurz na najwyższej półce regału w pokoju używanym przez nas jako graciarnia. Motywacja była ogromna, a radość, kiedy M. otworzył walizkę i znalazł swój wymarzony zegarek, jeszcze większa.

Wiem, że sam zegarek też by go ucieszył, ale poszukiwania zaostrzają apetyt, pozostają na długo we wspomnieniach, a przy okazji dają sporo radości i śmiechu.

Robiliście kiedyś coś podobnego? Może nie w formie chowania prezentu, ale zabawy? A może w ramach oświadczyn? 










podobne posty